
Śląsk melduje się w Słowenii
Podróż Trójkolorowych rozpoczęła się punktualnie o godz. 8:30, gdy klubowy autokar wyruszył spod Oporowskiej w kierunku wrocławskiego lotniska. Na nim drużyna WKS-u przeszła szybką odprawę i udała się do hali odlotów oczekując swojego samolotu.
Wyczarterowany samolot Bombardier poderwał się z pasa startowego kilka chwil po godz. 10. Maszyna wzniosła się nad ziemią na blisko 8000 metrów, a na jej pokładzie znajdowała się wybrana przez Tadeusza Pawłowskiego meczowa osiemnastka, sztab szkoleniowy (poza fizjoterapeutą Jarosławem Szandrocho) i delegacja klubu złożona z prezesów i pracowników zielono-biało-czerwonych. Lot trwał zaledwie godzinę i 15 minut, więc gracze WKS-u nie mieli nawet czasu, by się znudzić. Większość z nich udała się w krótką drzemkę, reszta sięgnęła po słuchawki, książki i gazety oddając się błogiemu odprężeniu.
Po lądowaniu w piłkarskiej stolicy Słowenii Mariborze (NK Maribor jest aktualnym mistrzem kraju) przedstawiciele Śląska Wrocław zmienili środek transportu z samolotu, na autokar, który w ciągu 30 minut dotarł do Celje, a nawet wyjechał poza granice miasta gospodarza pierwszego meczu WKS-u w europejskich pucharach. Ostatecznie Trójkolorowi zatrzymali się w miejscowości Lasko, z której będą dojeżdżali na Arenę Petrol na treningi i czwartkowe spotkanie.
- Nie mamy prawa do narzekania. Trenerzy widzieli już stadion i murawę, które są podobno w bardzo dobrym stanie. Hotel też przypadł nam do gustu. W dodatku dojazd na trening i spotkanie z NK Celje zajmie nam najwyżej 15 minut - zaznacza obrońca Śląska Paweł Zieliński.
Dziś zawodników WKS-u czeka jeszcze trening na boisku, na którym rozegrają jutro swój pierwszy mecz w eliminacjach do Ligi Europy. Przed zajęciami trener Tadeusz Pawłowski weźmie udział w konferencji prasowej na obiekcie słoweńskiego rywala.
Zobacz również
